— Dubois zabity — odpowiedział Freed.
Król zmieszał się; teraz dopiero zauważył, że kapitan wyglądał, jak gdyby go z grobu wyjęto, i odzież miał poszarpaną.
— A dragoni? — spytał — one dwa pułki?
— Wszystko w pień wycięte. Mnie jednego żywcem puszczono!
Smagłe oblicze króla stało się jeszcze ciemniejszym; rękoma założył sobie pukle włosów za uszy.
— Kto to uczynił?
— Czarniecki!
Karol Gustaw umilkł i począł patrzeć ze zdumieniem na Aszemberga, a ten głową tylko kiwał, jakby chciał powtarzać:
— Czarniecki! Czarniecki! Czarniecki!
— Wszystko to niepodobne do wiary — rzekł po chwili król. — Widziałeś go na własne oczy?