To rzekłszy, uderzył się ręką po pole na znak niecierpliwości; wtem dały się słyszeć stąpania końskie i basowy głos Zagłoby śpiewający:
Poszła Kaśka do piekarni,
A Stach do niej: Puść, przygarnij,
Kochana!
Bo śnieg pada i wiatr wieje,
Gdzież ja się, biedny, podzieję
Do rana!...
— Dobry znak! Wesoło wracają! — zawołał Polanowski.
Tymczasem tamci, ujrzawszy kasztelana, zeskoczyli z kulbak134, oddali konie pacholikowi i szli żywo do ganku; nagle Zagłoba rzucił czapkę w górę i udając głos marszałka tak wybornie, że kto by go nie widział, mógłby się omylić, zakrzyknął:
— Vivat pan Czarniecki, nasz wódz!