Siedział tedy w fotelu ze złożonymi na krzyż nogami, których potężne łydki rysowały się wyraźnie spod czarnych pończoch, i mrugając, wedle zwyczaju, oczyma, czytał z uśmiechem list Czarnieckiego. Nagle, podniósłszy powieki, spojrzał na pana Michała i rzekł:
— Poznaję natychmiast waćpana: tyś to usiekł Kanneberga.
Wszystkie oczy zwróciły się natychmiast na Wołodyjowskiego, któren ruszył wąsikami, skłonił się i odrzekł:
— Do usług waszej królewskiej mości.
— Jaka szarża? — pytał król.
— Pułkownik chorągwi laudańskiej.
— Gdzieś dawniej służył?
— U wojewody wileńskiego.
— I opuściłeś go wraz z innymi? Zdradziłeś jego i mnie.
— Swemu królowi byłem powinien, nie waszej królewskiej mości.