— Jaśnie wielmożny panie! — rzekł Oskierko. — Już wasza wielmożność pewnie mniej żałuje, że Wołodyjowskiego tu nie masz, bo i ten temu wcielonemu diabłu nie wyrówna.
— To są zdumiewające rzeczy! — rzekł, biorąc się za głowę, pan Sapieha. — A nie łżeli on?
— To ambitna sztuka! On i księciu wojewodzie wileńskiemu prawdę w oczy gadał ani dbając, czy mu miło słuchać, czy niemiło. Ot! ten sam proceder co z Chowańskim, jeno Chowański miał piętnaście razy więcej wojska.
— Jeśli to prawda, to trzeba następować jako najprędzej — rzekł Sapieha.
— Póki się książę nie opamięta.
— Ruszajmy, na miły Bóg! Tamten mu groble rozkopuje, to i dognamy!
Tymczasem jeńcy, których Tatarzy w kupie przed hetmanem trzymali, poczęli, widząc przed sobą hetmana, jęczeć, płakać, nędzę swoją okazywać i różnymi językami litości wzywać. Byli bowiem między nimi Szwedzi, Niemcy i przyboczni Bogusławowi Szkoci. Pan Sapieha odjął ich Tatarom, jeść dać kazał i konfesaty1652 bez przypiekania prowadzić.
Zeznania potwierdziły prawdę słów Kmicicowych. Więc wszystkie wojska sapieżyńskie ruszyły z wielkim impetem naprzód.
Rozdział XXXVIII
Następna relacja Kmicicowa przyszła z Sokółki i brzmiała krótko: