— Bodaj mu pierwej było szkoda!
— Dziwi się też książę zawziętości Sapiehów na dom Radziwiłłowski i że wasza dostojność dla prywatnej zemsty nie wahasz się ojczyzny krwią oblewać.
— Tfu! — zakrzyknął Kmicic słuchający za krzesłem hetmańskim rozmowy.
Pan Sakowicz wstał, podszedł ku niemu i uderzył go oczyma.
Lecz trafił swój na swego albo na lepszego, i w oczach Kmicica znalazł starosta taką odpowiedź, że wzrok spuścił ku ziemi.
Hetman brwi zmarszczył.
— Siadaj, panie Sakowicz, a waść tam cicho!
Po czym rzekł:
— Sumienie jeno prawdę mówi, a gęba ją pozuje i kłamstwo na świat wyplunie. Ten, który z obcymi wojskami napada kraj, krzywdę zarzuca temu, który go broni. Bóg to słyszy, a niebieski kronikarz zapisuje.
— Przez nienawiść sapieżyńską do Radziwiłłów zgorzał książę wojewoda wileński.