Tak szli parę stai.
Gwiazdy pokazywały północ. Wtem od południa doszły ich echa dalekiej palby.
— Bitwa poczęta! — krzyknął Kmicic.
— Potoniem! — odpowiedział Akbah-Ułan.
— Za mną!
Tatarzy nie wiedzieli, co czynić, gdy nagle spostrzegli, iż koń Kmicicowy wynurzył się z błota, trafiwszy widocznie na twardy grunt.
Jakoż poczęła się ława piasku. Po wierzchu było wody do piersi końskich, lecz grunt pod spodem twardy. Szli zatem żwawiej. Na lewo mignęły im dalekie ognie!
— To szańce! — rzekł cicho Kmicic. — Mijamy! obejdziemy!
Po chwili minęli szańce istotnie. Wówczas zwrócili na lewo i wparli znów bachmaty w rzekę, aby wylądować za szańcami.
Przeszło sto koni ulgnęło tuż przy brzegu. Lecz ludzie wydostali się na brzeg prawie wszyscy. Kmicic kazał spieszonym1691 siadać za jezdnymi i ruszył ku szańcom. Poprzednio zostawił był dwustu wolentarzy1692 z rozkazem, by niepokoili szańce z przodu przez ten czas, gdy im będzie tył zachodził. Jakoż zbliżywszy się, usłyszał strzały zrazu rzadkie, potem coraz gęstsze.