— Niezła dla czeladzi, ale nie dla tego, kto powagę kocha. Ludzie, miejcie respekt dla siebie samych! Toż pułkownikami jesteście, a chcecie w drapichrustów się bawić.
— Pewnie, że nie bardzo wypada! — rzekł Wołodyjowski. — Lepiej spać pójdźmy, bo późno.
Wszyscy zgodzili się na tę myśl, więc zaraz klękli do pacierzy i poczęli je w głos odmawiać; po czym pokładli się na wojłokach i wnet usnęli snem sprawiedliwych.
Lecz w godzinę później zerwali się wszyscy na równe nogi, gdyż huk wystrzałów rozległ się za rzeką, za czym gwar, krzyki powstały w całym Sapieżyńskim obozie.
— Jezus Maria! — krzyknął Zagłoba — Szwedzi następują!
— Co waść gadasz?! — odpowiedział, chwytając szablę, Wołodyjowski.
— Rochu, bywaj! — wołał Zagłoba, któren w nagłych razach lubił mieć siostrzana1888 przy sobie.
Lecz Rocha nie było w namiocie.
Wybiegli więc na majdan. Tłumy już były przed namiotami i wszyscy dążyli nad rzekę; po drugiej bowiem stronie widać było błyskawice ognia i huk rozlegał się coraz większy.
— Co się stało? co się dzieje? — pytano straży porozstawianych licznie nad brzegiem.