— A przebierz się waść w inne szaty, choćby i szwedzkie — rzekł pan kasztelan.
— Ja wujowi grubego Szweda poszukam! — ozwał się Roch.
— Po co z trupa mam pokrwawione kłaść — odrzekł Zagłoba. — Ściągnij no wszystko do koszuli z tego jenerała, któregom w jasyr wziął.
— Toś waść wziął jenerała? — spytał żywo pan Czarniecki.
— Kogom nie wziął, czegom nie dokonał! — odpowiedział Zagłoba.
Wtem pan Wołodyjowski odzyskał mowę:
— Wzięt przez nas młodszy margrabia Adolf, hrabia Falkenstein, jenerał Węgier, jenerał Poter, Benzy, nie licząc pomniejszych oficerów.
— A margrabia Fryderyk? — spytał Czarniecki.
— Jeśli tu nie leży, to uszedł w lasy, ale jeśli uszedł, to go chłopi zabiją!
Pan Wołodyjowski omylił się w swych przewidywaniach. Margrabia Fryderyk wraz z grafem Szlipenbachem i Ehrensheinem, błądząc lasami, dotarli nocą do Czerska; tam przesiedziawszy w ruinach zamku trzy dni o chłodzie i głodzie, powędrowali nocą do Warszawy. Nie uchroniło ich to później przed niewolą, na ten raz jednak ocaleli.