Hassling był to Szkot, niegdyś oficer rajtarii księcia wojewody wileńskiego, którego Kmicic znał w Kiejdanach i swego czasu bardzo lubił.
— Puść jeńca! — zakrzyknął na Tatara — i sam precz z konia!
Tatar skoczył z kulbaki2026, jakby go wiatr zmiótł, bo wiedział, jak niebezpiecznie marudzić, gdy „bagadyr2027” rozkazuje.
Hassling, postękując, wdrapał się na wysokie siedzenie ordyńca2028.
Wtem Kmicic chwycił go powyżej dłoni i gniotąc mu rękę tak, jakby chciał ją zgruchotać, począł pytać natarczywie:
— Skąd jedziecie? Wraz powiadaj, skąd jedziecie? Na Boga, spiesz się!
— Z Taurogów! — odparł oficer.
Kmicic pocisnął go jeszcze silniej.
— A... Billewiczówna... tam jest?
— Jest!