„I z dziewczyną ucieknę, i pieniędzy nie pożyczę”. — pomyślał.
Za czym odchrząknąwszy i pogładziwszy kilkakroć czuba, tak rzekł:
— Miło mi będzie waszej książęcej mości wygodzić. Nie mówiło się też Patersonowi o wszystkim, bo i z czerwonymi złotymi półgarncówka się znajdzie, zakopana osobno, aby w razie przygody całej gotowizny nie utracić. Prócz tego są i innych Billewiczów solówki, ale te podczas mojej nieobecności pod dyrekcją tej oto panny zakopywano i ona jedna potrafi wykalkulować miejsce, bo człowiek, który je nosił, umarł. Pozwólże nam, wasza książęca mość, jechać obojgu, to przywieziem wszystko.
Bogusław spojrzał na niego bystro.
— Jak to? Paterson powiadał, żeś już waszmość czeladź wysłał, a skoro wyjechała, to musi wiedzieć, gdzie pieniądze.
— Ale o innych nikt nie wie, tylko ona.
— Przecie muszą być zakopane w jakimś wyraźnym miejscu, które wskazać słowy albo delineare2139 na papierze łatwo.
— Słowa wiatr — odrzekł miecznik — a na delineacjach czeladź się nie zna. Pojedziemy oboje, ot, co!
— Dla Boga, toż waść musi znać dobrze swoje sady, więc jedź sam. Po co panna Aleksandra ma jechać?
— Sam nie pojadę! — odrzekł rezolutnie pan miecznik.