— Powiada, że książę kazał nas jako jeńców wojennych strzec, bojąc się, żebyś stryjko partii nie zebrał i do konfederatów nie poszedł.
Pan miecznik wziął się w boki:
— A! a! boi się, szelma!... I ma słuszność, bo tak uczynię, jako Bóg w niebie!
— Mając zaś rozkaz, który służby tyczy, Ketling pod czcią musi go spełnić.
— Dobrze!... Obejdziem się bez heretyckiej pomocy!
Oleńka otarła łzy.
— I stryjko myślisz, że będzie można?
— Myślę, że trzeba, a jak trzeba, to i można, choćbyśmy mieli po powrozach spuszczać się z tych okien.
A panienka zaraz na to:
— Moja wina, żem płakała... Radźmy jak najprędzej!