Miecznik kontent, że ma z kim gawędzić, począł chodzić szerokimi krokami po komnacie zapytując:
— Proszę, proszę! To waćpanna znasz tak dobrze pana Wołodyjowskiego?
— Bośmy tyle lat razem byli...
— Proszę!... To pewno się i bez afektów nie obeszło?
— Ja temu nie winna — rzekła Anusia, przybierając skromną postawę — ale do tej pory pewnie i pan Michał się ożenił.
— A właśnie że się nie ożenił.
— Choćby się i ożenił... toż mi wszystko jedno!...
— Daj wam Boże, abyście się zeszli... Ale to mnie martwi, co mi waćpanna mówisz, że ich u pana hetmana nie masz, bo z takimi żołnierzami wiktorie łatwiejsze.
— Jest tam ktoś, co za nich wszystkich stanie.
— Któż to taki?