— I chcę, i proszę o tę funkcję. Nikt się tu lepiej nie sprawi. Żołnierz boi się mnie więcej niż innych, bo wie, że żartów ze mną nie ma. Z uwagi na Loewenhaupta lepiej, że zostanie ktoś poważniejszy od Patersona.

— Daszże sobie z rebelizantami rady?

— Upewniam waszą książęcą mość, że sosny żmudzkie będą rodziły łońskiego2255 roku cięższe od szyszek owoce. Z chłopstwa ze dwa regimenty piechoty uczynię i po mojemu wyćwiczę. Na włości będę miał oko, a jeśli rebelizanci którą napadną, wnet rzucę podejrzenie na jakiego bogatszego szlachcica i wycisnę go jak ser w worku. Na początek potrzeba by mi tyle tylko pieniędzy, żeby lafę2256 zaspokoić i piechoty przybrać.

— Co będę mógł, zostawię.

— Z posażnych?

— Jak to?

— To się znaczy z billewiczowskich, które w posagu z góry sam sobie wypłaciłeś.

— Żebyś mógł jako politycznie2257 skręcić łeb temu miecznikowi, dobrze by było, bo to się lekko mówi, a szlachcic skrypt2258 ma.

— Postaram się. Jeno w tym rzecz, czy skryptu gdzie nie wysłał albo czy go dziewka w koszulę nie zaszyła. Wasza książęca mość nie życzyłbyś sobie sprawdzić?...

— Przyjdzie do tego, ale teraz muszę jechać i przy tym sił mnie ta przeklęta febris2259 całkiem zbawiła.