Była to pani Helena Skrzetuska z domu kniaziów Bułyhów-Kurcewiczów.
Ujrzawszy pana Zagłobę z Jaremką i Longinkiem pod lipą, posunęła się kilka kroków ku fosie wypełnionej wodą i zawołała:
— A bywajcie no, chłopcy! Pewnie tam dziadusiowi dokuczacie?
— Co mają dokuczać! Wcale się tu przystojnie zachowali — odpowiedział pan Zagłoba.
Chłopaki skoczyły ku matce, a ona rzekła:
— Co tatuś woli dziś pić, dębniaczek czyli miód?
— Świnina była na obiad, to miód będzie grzeczniejszy.
— Zaraz przyślę. Ale niech jeno tatuś nie drzemie na powietrzu, bo febra300 pewna.
— Dziś ciepło i wiatru nie ma. A gdzie to Jan, córuchno?
— Poszedł do stodół.