— Więcej niż my wszyscy! — odrzekł Kmicic ze zwykłą sobie porywczością.
Po czym spojrzał na panów Skrzetuskich, na Zagłobę i dodał:
— Przepraszam waszmościów, nie chcę nikomu ubliżyć, bowiem, żeście cnotliwi ludzie i wielcy rycerze... Nie gniewajcie się, bo ja bym z serca chciał na przyjaźń waćpaństwa zasłużyć.
— Nic nie szkodzi — rzekł Jan Skrzetuski — co w sercu, to w gębie.
— Daj no waćpan pyska! — rzekł pan Zagłoba.
— Nie mnie dwa razy taką rzecz powtarzać!
I padli sobie w objęcia. Po czym pan Kmicic zakrzyknął:
— Musimy dziś podpić, nie może być inaczej!
— Nie mnie dwa razy taką rzecz powtarzać! — rzekł jak echo Zagłoba.
— Wymkniemy się wcześniej do cekhauzu, a o napitkach pomyślę.