Ranicki powlókł wzrokiem naokoło, na koniec wykrzyknął, ukazując na czaszki:
— Między rogi! O dukat!
— O co? — spytał Kmicic.
— Między rogi! O dwa dukaty! O trzy! Dawajcie pistolety!
— Zgoda! — krzyknął pan Andrzej. — Niech idzie o trzy. Zend! Po pistolety!
Poczęli krzyczeć wszyscy coraz głośniej i targować się ze sobą; tymczasem Zend wyszedł do sieni i po małej chwili wrócił z pistoletami, workiem kul i rogiem z prochem.
Ranicki chwycił za pistolet.
— Nabity? — spytał.
— Nabity!
— O trzy! Cztery! Pięć dukatów! — wrzeszczał pijany Kmicic.