— A napijmy się no jeszcze!
— A dobrze.
Zagłoba znów przechylił manierkę, ale nie wypił całej, jeno oddał ją oficerowi i rzekł:
— Do dna, do dna!
— Szkoda, że cię nie mogę widzieć! — mówił dalej. — Noc tak ciemna, choć w pysk daj. Własnych palców byś nie poznał. Słuchaj no, mości Rochu, a gdzie to te wojsko miało wychodzić z Kiejdan, gdyśmy wyjeżdżali?
— A na buntowników.
— Bóg najwyższy wie, kto tu buntownik: czy ty, czy oni?
— Ja buntownik? Jakże to? Co mnie mój hetman każe, to czynię.
— Ale hetman nie czyni tego, co mu król jegomość każe, bo pewnie mu nie kazał ze Szwedami się łączyć. Nie wolałżebyś to Szwedów bić niż mnie, krewnego, w ręce im wydawać?
— Może bym i wolał, ale co rozkaz, to słuch!