— Napijesz się waszmość z nami szklaneczkę ubogiego, szlacheckiego miodu — rzekł wreszcie, ukazując na gąsiorek i szklanki. — Proszę! Proszę!...
— Napiję się z waszmość panem! — rzekł dość szorstko Kmicic.
Pan Dowgird i Chudzyński poczęli sapać, biorąc odpowiedź za pogardę dla siebie, ale nie chcieli w przyjacielskim domu kłótni zaraz od początku zaczynać i to jeszcze z zawadiaką mającym straszną sławę na całej Żmudzi. Jednakże jątrzyło ich to lekceważenie. Tymczasem pan miecznik zaklaskał w dłonie na pachołka i kazał mu podać czwartą szklenicę, następnie nalał ją, podniósł swoją do ust i rzekł:
— W ręce waszmości... Rad waćpana widzę w domu moim.
— Rad bym szczerze, by tak było!
— Gość gościem... — odrzekł sentencjonalnie pan miecznik.
Po chwili, poczuwając się widocznie jako gospodarz do obowiązku podtrzymania rozmowy, spytał:
— A co słychać w Kiejdanch? Jakże zdrowie pana hetmana?
— Nietęgie, panie mieczniku dobrodzieju — odpowiedział Kmicic — i w tych niespokojnych czasach nie może inaczej być... Siła zmartwień i zgryzot ma książę.
— A wierzym! — rzekł pan Chudzyński.