Wszedłszy, przymrużył oczy, bo w izbie mroczno było, gdyż tylko na kominie palił się niewielki ogień.

— A czemu to nikt nie wychodzi, gdy zajeżdżam? — rzekł nieznajomy pan.

— Bo karczmarz poszedł do komory — odparł Kmicic — a my podróżni jako i wasza mość.

— Dziękuję za konfidencję671. A co za podróżny?

— Szlachcic z końmi jadący.

— A kompania takoż szlachta?

— Chudopachołcy, ale szlachta.

— Tedy czołem, czołem, mopankowie. Dokąd Bóg prowadzi?

— Z jarmarku na jarmark, byle tabunku zbyć.

— Jeżeli tu nocujecie, to jutro po dniu obejrzę, może i ja co wybiorę. A tymczasem pozwólcie, mopankowie, przysiąść się do stołu.