— A jak tobie zdrowie, jasna dziedziczko?... Bóg daj najlepsze!
Przeszli do izby stołowej; Znikis stanął przy drzwiach.
— Co u was słychać? — pytała panienka.
Chłop kiwnął ręką.
— At! Pana nie ma...
— To wiem, że jest w Upicie. Ale w domu co się dzieje?
— At!...
— Słuchaj, Znikis, mów śmiele, włos ci z głowy nie spadnie. Mówią, że pan dobry, jeno kompania swawolniki?
— Żeby to, jasna panienka, swawolniki!
— Mów szczerze.