Ona stała chwilę jeszcze w bólu, w płomieniach i przerażeniu; lecz z wolna oblicze jej stygło, aż stało się zimne i blade; opuściła się na powrót na krzesło i rzekła:
— Przebacz wasza książęca mość... Niesłuszniem przeczyła... Do tego człowieka wszystko podobne...
— Niechże mnie Bóg ukarze, jeżeli co innego czuję prócz litości — odpowiedział łagodnie książę Bogusław.
— To był narzeczony tej panny — rzekł książę Janusz — i sam ich swatałem. Człek był młody, gorączka, nabroił siła796... Ratowałem go przed prawem, bo żołnierz dobry. Wiedziałem, że warchoł to był i będzie... Ale żeby szlachcic do podobnego bezeceństwa był zdolen, tegom się nawet po nim nie spodziewał.
— To zły był człowiek, dawno to wiedziałem! — rzekł Ganchof.
— I nie ostrzegłeś mnie? Czemu to? — spytał tonem wymówki Janusz.
— Bom się bał, że wasza książęca mość o inwidię797 mnie posądzi, gdyż on wszędy miał pierwszy krok przede mną.
— Horribile dictu et auditu798 — rzekł Korf.
— Mości panowie — zawołał Bogusław — dajmy temu pokój! Jeśli wam ciężko tego słuchać, cóż dopiero pannie Billewiczównie.
— Wasza książęca mość raczy nie zważać na mnie — rzekła Oleńka — mogę wszystkiego już wysłuchać.