— Hołd ma przyjmować w imieniu królewskim jenerał Duglas893 — odrzekł ksiądz — tak mi z Krakowa piszą.
Kmicic umilkł; nie wiedział, co odpowiedzieć.
— Ale przypuszczę — mówił dalej ksiądz — że król szwedzki nie chciał widzieć cesarskiego posła i umyślnie wolał się z nim rozminąć. Lubi tak czynić Carolus: nagle przyjeżdżać, nagle odjeżdżać; gniewa go przy tym cesarska mediacja, chętnie więc wierzę, że pojechał, udając, iż o przybyciu posła nie wie. Mniej mnie i to dziwi, że hrabiego Wrzeszczowicza, tak znamienitą osobę, przeciw posłowi z eskortą wysłano, bo może chciano polityką nadrobić i zawód posłowi ucukrować, ale jak uwierzyć, aby hrabia Wrzeszczowicz zaraz się zwierzał z zamiarami baronowi Lisoli, który jest katolik, nam i całej Rzeczypospolitej, i naszemu, wygnanemu królowi przychylny?
— Niepodobieństwo! — rzekł ojciec Nieszkowski.
— I mnie to w głowie się nie mieści — dorzucił pan miecznik sieradzki.
— Wrzeszczowicz sam katolik i nasz dobrodziej — rzekł inny pater.
— I ten kawaler powiada, że słyszał to na własne uszy? — spytał szorstko pan Piotr Czarniecki.
— Pomyślcie waszmościowie i nad tym — dodał ksiądz przeor — że ja mam salwę-gwardię894 od Carolusa Gustawa, jako klasztor i kościół mają być na zawsze od zajęcia i postoju wolne.
— Przyznać trzeba — rzekł z powagą pan Zamoyski — że w tych wiadomościach nic się jedno drugiego nie trzyma: Szwedom byłaby strata, nie korzyść, na Częstochowę uderzać, króla nie ma, więc Lisola nie mógł do niego jechać, Wrzeszczowicz nie mógł mu się zwierzać, dalej: nie heretyk to, ale katolik, nie wróg klasztoru, ale jego dobroczyńca, na koniec, choćby go i szatan do napadu kusił, nie śmiałby napadać przeciw rozkazowi i salwie-gwardii królewskiej.
Tu zwrócił się do Kmicica: