— Kto idzie?
Pan Andrzej stanął jak wryty. Uczyniło mu się nieco ciepło.
— Swój — odezwały się inne głosy.
— Hasło?
— Upsala!
— Odzew?
— Korona!...
Kmicic zmiarkował w tej chwili, że to straże się zmieniają..
— Dam ja wam Upsalę i koronę! — mruknął.
I uradował się. Była to istotnie dla niego okoliczność nader pomyślna, bo mógł linie straży przejść właśnie w chwili zmiany wart, gdy stąpania żołnierzy głuszyły jego własny krok.