Ten ostatni na widok Kmicica posiniał i oczy zaświeciły mu się jak dwa węgle, a wąsy poczęły drgać. Więc nie czekając na pytania jenerała, rzekł:
— Ja tego ptaka znam... To z załogi częstochowskiej. Zwie się Babinicz!
Kmicic milczał.
Bladość i znużenie widne były na jego obliczu, ale wzrok miał hardy, twarz spokojną.
— Ty rozsadziłeś kolubrynę? — spytał Miller.
— Ja! — odrzekł Kmicic.
— Jakim sposobem to uczyniłeś?
Kmicic opowiedział pokrótce, nic nie zataił. Oficerowie spoglądali po sobie ze zdumieniem.
— Bohater!... — szepnął Sadowskiemu książę Heski.
A Sadowski pochylił się do Wrzeszczowicza: