— Rakarz! — powtórzył po raz trzeci Kmicic.
— Ot, tak... boczków przypiecze! — dokończył Kuklinowski.
I dotknął płonącym kwaczem Kmicicowego boku, po czym rzekł:
— Nie za wiele od razu, z lekka, mamy czas...
Wtem tętent kilku koni rozległ się przy wierzejach stodółki.
— Kogo tam diabli niosą? — spytał pułkownik.
Wierzeje skrzypnęły i wszedł żołnierz.
— Mości pułkowniku — rzekł — jenerał Miller życzy sobie natychmiast widzieć waszą miłość!
— A to ty, stary! — odrzekł Kuklinowski. — Co za sprawa? kiej diabeł?
— Jenerał prosi, by wasza miłość natychmiast do niego pojechał.