— Dawaj! Nabity? Podsypany?
— Tak jest.
— Dobrze. Jeśli wróci sam, wówczas natychmiast, jak wejdzie, skoczyć na niego i zatkać mu pysk. Możecie mu własną jego czapkę w pysk wcisnąć.
— Wedle rozkazu! — rzekł stary. — Wasza miłość pozwoli teraz tamtych obszukać? My chudopachołki...
To rzekłszy, wskazał na trupy leżące w słomie.
— Nie! Trzymać się w gotowości. Co przy Kuklinowskim znajdziecie, to będzie wasze!
— Jeżeli on sam wróci — rzekł stary — tedy niczego się nie boję. Stanę za wierzejami i choćby kto od kwater nadszedł, powiem, że pułkownik nie kazał puszczać...
— Tak będzie. Pilnuj!...
Tętent konia rozległ się za stodołą. Kmicic zerwał się i stanął w cieniu przy ścianie. Kosma i Damian zajęli miejsca tuż przy wejściu, jak dwa koty na mysz czyhające.
— Sam! — rzekł stary, zacierając ręce.