— Szwedzkich oddziałów po drodze nie masz?
— Nie, bo wszyscy pod Częstochową stoją... Chybaby pojedynczych można napotkać, ale to Boże daj!
Nastała chwila milczenia.
— To wyście u Kuklinowskiego służyli? — spytał znów Kmicic.
— Tak jest, bośmy myśleli, że będąc w pobliżu, można się będzie świętym zakonnikom i waszej miłości przysłużyć. Jakoż się zdarzyło... My przeciw fortecy nie służyli, niech nas Bóg broni! żołdu nie brali, chyba się coś przy Szwedach znalazło.
— Jak to przy Szwedach?
— Bo my chcieli choć i za murami Najświętszej Pannie służyć... więceśmy nocami koło obozu jeździli, albo i we dnie, jak Pan Bóg dał, i jak się który Szwed pojedynczo popadł, to my go... tego... Ucieczko grzesznych1058!... my go...
— Pralim! — dokończyli Kosma i Damian.
Kmicic uśmiechnął się.
— Dobrych Kuklinowski miał w was sług! — rzekł. — A onże wiedział o tym?