— Komu wola, panowie, za mną na miejsce wypadku!
Wszyscy chcieli jechać, bo wszystkich podniecała ciekawość.
Podano więc konie i ruszyli rysią, a jenerał na czele. Zbliżywszy się do stodółki, ujrzeli kilkudziesięciu jeźdźców polskich, rozrzuconych naokoło owego zabudowania na drodze i po polu.
— Co to za ludzie? — spytał Zbrożka Miller.
— To muszą być Kuklinowskiego. Mówię waszej dostojności, że ta hołota po prostu poszalała...
To rzekłszy, Zbrożek począł kiwać na jednego z jeźdźców.
— Bywaj, bywaj! Żywo!
Żołnierz podjechał.
— Wy spod Kuklinowskiego?
— Tak jest.