— Srogie śniegi muszą leżeć, gdy owe ptaszyny już i na wystrzały, i na huk armatni nie uważają, jeno do zabudowań się cisną — mówili żołnierze.
— A czemu to od Szwedów do nas uciekają?
— Bo i najlichsze stworzenie ma ten dowcip1077, że nieprzyjaciela od swojego odróżni.
— Nie może to być — odrzekł inny żołnierz — przecie i w szwedzkim obozie są Polacy; ale to znaczy, że tam już głodno być musi i obroków dla koni wcale brakuje.
— Znaczy to jeszcze lepiej — mówił trzeci — bo pokazuje się, że co prawią o tych prochach, to wierutne łgarstwo.
— Jakże to? — spytali wszyscy naraz.
— Starzy ludzie powiadają — odrzekł żołnierz — że niech jeno jaki dom ma się zawalić, zaraz jaskółki i wróblowie, gniazda wiosną pod dachem mający, wyprowadzają się precz na dwa i trzy dni przedtem; taki każda bestia ma rozum, że naprzód wie o niebezpieczeństwie. Owóż, gdyby pod klasztorem były prochy, to by te ptaki tu nie przyleciały.
— Prawdali to?
— Jako amen w pacierzu!
— Chwała Najświętszej Pannie! Źle tedy ze Szwedami!