— Dobrze nieboszczyk dziaduś mi powiadał, żeś waćpan gorączka.
— Tacy u nas wszyscy w Smoleńskiem, nie jak wasi Żmudzini. Raz-dwa! — I musi być, jak chcemy, a nie, to śmierć!
Oleńka uśmiechnęła się i rzekła już pewniejszym głosem, podnosząc na kawalera oczy:
— Ej! To chyba Tatarzy u was mieszkają?
— Wszystko jedno! A waćpanna moją jesteś z woli rodziców i po sercu.
— Po sercu, to jeszcze nie wiem.
— Niechbyś nie była, to bym się nożem pchnął!
— Śmiejący się to waćpan mówisz... ależ my to jeszcze w czeladnej!... Proszę do komnat. Po długiej drodze pewnie się i wieczerza przygodzi — proszę!
Tu Oleńka zwróciła się do panny Kulwiecówny:
— Ciotuchna pójdzie z nami?