Huk rusznic dochodzący od czasu do czasu z oddali potwierdzał te przypuszczenia.

— Pójdźmy na pomoc! — wołali śmielsi. — Nie dajmy braciom ginąć...

A gdy tak mówili starsi, już młodsi, którzy dla omłotów zimowych nie poszli do Rosień, siadali na koń. W Krakinowie i w Upicie poczęto bić w dzwony po kościołach.

W Wodoktach ciche pukanie do drzwi zbudziło pannę Aleksandrę.

— Oleńko! Wstawaj! — wołała panna Franciszka Kulwiecówna.

— Niech ciotuchna wejdzie! — Co tam się dzieje?

— Wołmontowicze się palą!

— W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego!

— Strzały aż tu słychać, tam bitwa! Boże, zmiłuj się nad nami!

Oleńka krzyknęła strasznie, po czym wyskoczyła z łóżka i poczęła spiesznie szaty narzucać. Ciało jej dygotało jak we febrze. Ona jedna domyśliła się od razu, co to za nieprzyjaciel napadł nieszczęsnych Butrymów.