To rzekłszy, odprowadził Kmicica do drugiej komnaty, a po drodze mówił do niego:
— Nie dlatego idę, bym nie wierzył, bo wierzę, ale by z waszmością pogadać. My się gdzieś na Litwie widzieli... Nazwiska sobie nie mogę przypomnieć, bo być może, iżem waszmości wyrostkiem1141 jeszcze widział i sam wtedy wyrostkiem byłem.
Kmicic odwrócił nieco twarz, by ukryć nagłe pomieszanie.
— Może na sejmiku jakim. Często mnie nieboszczyk rodzic brał ze sobą, bym się praktyce publicznej przypatrywał.
— Może być... Twarz waćpańska pewno mi nieobca, chociażeś wtedy tej kresy nie miał. Patrz jednak waćpan, jako memoria fragilis est1142, toż mnie się przewiduje, że cię wtedy inaczej zwali?
— Bo lata pamięć mącą — odparł pan Andrzej.
Za czym weszli do innej komnaty. Po chwili pan Tyzenhauz wrócił przed oblicze królewskie.
— Upieczon, miłościwy królu, jako na rożnie! — rzekł. — Cały bok ze szczętem przypalony!
Więc gdy z kolei i Kmicic wrócił, król wstał, ścisnął go za głowę i rzekł:
— Nigdy byśmy nie wątpili, że prawdę mówisz, i zasługa twoja ani ból darmo nie przeminie.