— Oni, panoczku, na naszego króla czatowali. Siła1191 ich, siła! Niechże go Matka Boska ma w swej opiece!
Tyzenhauz stracił na chwilę głowę.
— Ot, co jechać w małej kupie! — krzyknął na Kmicica — bogdaj cię za takową radę zabito!
Lecz Jan Kazimierz począł sam wypytywać uciekających.
— A gdzie król? — spytał.
— Król poszedł w góry z wielkim wojskiem i dwa dni temu przez Żywiec przejeżdżał, ale oni go naścigli i tam się gdzieś wedle Suchej bili... Nie wiemy, czy go dostali, czy nie, ale dziś pod wieczór do Żywca wrócili i palą, mordują...
— Jedźcie z Bogiem, ludzie! — rzekł Jan Kazimierz.
Uciekający przemknęli szybko.
— Ot, co by nas było spotkało, gdybyśmy z dragonami jechali! — zawołał Kmicic.
— Miłościwy królu! — ozwał się ksiądz biskup Gębicki — nieprzyjaciel przed nami... Co nam czynić?