— A gdzie król?
— Tam, opodal, za wąwozem! — odrzekł uspokojony Tyzenhauz.
— Kto mówi, bo nie można rozeznać?
— Tyzenhauz! A co to takiego wielkiego wieziesz waszmość przed sobą?
To rzekłszy, ukazał na jakiś ciemny kształt zwieszający się przed Kmicicem na przodku kulbaki.
Lecz pan Andrzej nie odpowiedział nic i przejechał mimo. Dotarłszy do orszaku królewskiego, rozeznał osobę króla, bo za wąwozem daleko było jaśniej, i zawołał:
— Miłościwy panie, wolna droga!
— Nie masz już w Żywcu Szwedów?
— Odciągnęli ku Wadowicom. To był niemiecki oddział najemny. Ot, zresztą jest tu jeden, sam go, miłościwy panie, wybadaj!
I nagle pan Andrzej cisnął na ziemię z kulbaki1194 ów kształt, który trzymał przed sobą, aż jęk rozległ się w ciszy nocnej.