W drugiej sali stół był zastawiony dla szlachty pomniejszej, a obszerny cekhauz1246 dla ludu prostego, wszyscy bowiem mieli się w dzień przybycia pańskiego weselić.
A przy wszystkich stołach nie było o niczym innym rozmowy, tylko o powrocie króla, o strasznych przygodach, które w drodze zaszły i w których ręka boża króla broniła. Sam Jan Kazimierz począł mówić o bitwie w wąwozie i wysławiać owego kawalera, który pierwszy impet szwedzki powstrzymał.
— A jakże mu tam? — pytał pana marszałka.
— Medyk go nie odstępuje i za żywot jego ręczy, a przy tym i panny z fraucymeru1247 wzięły go w opiekę i pewnie duszy jego wyjść z ciała nie pozwolą, bo ciało młode, gładkie! — odpowiedział wesoło marszałek.
— Chwała Bogu! — zawołał król. — Słyszałem ja z ust jego coś, czego waszmościom nie powtórzę, bo mi się samemu zdaje, żem się przesłyszał albo że on w delirium1248 tak mówił, ale jeśli się to pokaże, dopiero waszmościowie będziecie się zdumiewać.
— Byle nic takiego nie było — rzekł — co by waszą królewską mość zasępić mogło?
— Zgoła nic takiego! — rzekł król — owszem, ucieszyło nas to niepomiernie, bo się okazuje, że ci nawet, których za największych nieprzyjaciół mieliśmy rację uważać, krew w przygodzie za nas przelać gotowi.
— Miłościwy panie! — zakrzyknął pan marszałek — czas poprawy nadszedł, ale pod tym dachem wasza królewska mość między takimi się znajduje, którzy nigdy nawet i myślą przeciw jej majestatowi nie zgrzeszyli.
— Prawda, prawda! — odpowiedział król — a wy, panie marszałku, w pierwszym rzędzie!
— Sługam lichy waszej królewskiej mości!