Gdzie mnie żadna panna niej-chce!...

— O, to niesprawiedliwie! — przerwała Marysia, zarumieniwszy się jak malina.

— To jest żołnierska piosenka — rzekł pan Wołodyjowski — którąśmy śpiewali na hibernach, chcąc, żeby się jaka dobra dusza nad nami użaliła.

— Ja bym się pierwsza użaliła.

— Dziękuję waćpannie. Kiedy tak, to nie mam po co dłużej śpiewać i lutnię w godniejsze ręce oddaję.

Terka tym razem nie odepchnęła instrumentu, bo ją poruszyła pieśń pana Wołodyjowskiego, w której istotnie było więcej chytrości niż prawdy, więc uderzyła zaraz w struny i złożywszy buzię „w ciupo”, poczęła śpiewać:

Nie kodź do lasu czypać bzu

I nie wierz kłopcu jako psu!

Bo każdy kłopiec ma w sobie jad,

Kiedy cię kocha, powiedz mu: „at!”