— Ten zdrajca do grzechu mnie przywodzi!
Zamilkli na chwilę, po czym pierwszy pan Kmicic spytał:
— Gdzie on teraz jest?
— Może w Taurogach, a może i nie. Charłamp będzie lepiej wiedział.
— Chodźmy!
— Już niedaleko... Chorągiew za miastem stoi, a my tu... i Charłamp z nami.
Wtem Kmicic począł oddychać tak ciężko jak człowiek, który pod stromą górę wchodzi.
— Słabym jeszcze okrutnie — ozwał się.
— Tym większego pomiarkowania waszmości potrzeba, ile że z takim rycerzem będziesz miał sprawę.
— Już raz miałem i ot! co mi po niej ostało.