— Czuwaj, panie kawalerze, czuwaj! I tym się nie ubezpieczaj1570, że kraj od nieprzyjaciela wolny.
Ostatnie słowa zastanowiły Kmicica, lecz nie miał czasu nad nimi rozmyślać, bo wkrótce ułapił go pan starosta.
— Cóż, mości rycerzu — rzekł wesoło — największą ozdobę z Zamościa mi wywozisz?
— Ale z wolą pańską — odpowiedział Kmicic.
— Pilnujże jej dobrze. Łakomy to specjał! Gotów ci ją kto odbić!
— A niech jeno popróbuje! O wa! Dałem parol1571 kawalerski księżnej pani, a u mnie parol święta rzecz!
— No! na śmiech jeno mówię... Nie potrzebujesz się bać ani ostrożności nadzwyczajnych przedsiębrać.
— A taki1572 poproszę jaśnie wielmożnego pana o jakowąś kolaskę zamykaną i blachami opatrzoną.
— Dam ci i dwie... Ale przecież zaraz nie jedziesz?
— Bogać! Pilno mi! I tak tu za długo siedzę.