Pan Pławicki, mocno zgorszony tak bezceremonialnem powitaniem, ale zarazem jeszcze mocniej uradowany tym podziwem, jaki wzbudzała jego postać, mówił, broniąc się:
— Voyons! Waryat jesteś. Mógłbym się pogniewać! Waryat jesteś.
— Ale wujaszek nazawraca głów, ile sam zechce.
— Co powiadasz? — spytał pan Pławicki, sadowiąc się w fotelu.
— Powiadam, że wujaszek przyjechał tu na podboje...
— Nie myślę o tem wcale. Waryat jesteś!
— A pani Jamiszowa? Albo to nie widziałem na własne oczy...
— Co?
Tu pan Pławicki przymknął jedno oko i wysunął koniec języka, ale trwało to chwilkę tylko, poczem podniósł brwi i rzekł:
— Widzisz, Jamiszowa?... Dobre to na Krzemień... Między nami, nie znoszę afektacyi, bo to zawsze trąci prowincyą. Niech Jamiszowej Pan Bóg nie pamięta, ile mnie ona namęczyła swoją afektacyą. Kobieta powinna mieć odwagę zestarzeć się — wtedy stosunek kończy się przyjaźnią, inaczej zaś staje się niewolą.