— Teraz przemówiła przez ciebie Anna... Czy palisz fajkę?
— Nie. Palę tylko papierosy.
— Wierzaj mi, że źle robisz. Ale mam dla gości i papierosy.
Dalszą rozmowę przerwał turkot powozu przed gankiem.
— To Marynia przyjechała z rannej mszy — rzekł pan Pławicki.
Połaniecki, spojrzawszy w okno, dojrzał różową panienkę w słomianym kapeluszu, wysiadającą z powoziku.
— Poznałeś Marynię? — spytał pan Pławicki.
— Miałem przyjemność — wczoraj.
— Drogie dziecko. Nie potrzebuję ci mówić, że żyję tylko dla niej...
W tej chwili uchyliły się drzwi i młody głos spytał: