— Czemu Lituś?
— Bo...
I policzki jej przeczerwieniały nieco, choć biedne dziecko nie umiało, czy nie śmiało wypowiedzieć swej myśli, którą mogłoby wyrazić w słowach:
— Bo on już nie mnie najwięcej kocha, tylko ciebie i na ciebie tylko patrzy.
On zaś zbliżał się, opędzając się od dzieci i powtarzając im:
— Nie czepiajcie się, smyki, bo poprzewracam!
I wyciągnął rękę ku Maryni, patrząc jej w oczy z prośbą o przyjazny uśmiech, o powitanie choćby odrobinę mniej obojętne niż zwykle — poczem dopiero zwrócił się do Litki:
— A kociątko najmilsze, zdrowe?
Ona zaś, zapomniawszy na jego widok i pod wpływem jego głosu o całem strapieniu swego małego serduszka, podała mu obie rączki, mówiąc:
— A tak! a zdrowe, a wczoraj pan Stach nie przyszedł do nas i było smutno, a teraz zaprowadzę pana Stacha do mamy na sprawę.