— Ale czyby nie można przeciw temu wystąpić?
— Po czwarte, że wasze pokrewieństwo jest niezmiernie dalekie. W ten sposób wszyscy w Polsce są sobie krewni.
— Jednakże bliższych krewnych niema.
— Połaniecki to przecie także wasz krewny?
— Żaden! dalibóg, żaden! On jest krewny pierwszej mojej żony, nie mój!
— A Bukacki?
— Dajże pan spokój. Bukacki jest kuzynem żony mojego szwagra.
— Innych krewnych pan nie ma?
— Przyznawali się do nas Gątowscy z Jałbrzykowa. Jak to pan wie... Ludzie to mówią, co im pochlebia... Z Gątowskim zresztą nie potrzebuję się liczyć.
Maszko umyślnie przedstawiał trudności, by potem ukazać brzeżek nadziei, więc rzekł: