— No, pytaj, kocie. Byle o co mądrego.
— Czy pan Stach bardzoby mnie żałował?
— A, widzisz, jakaś niepoczciwa!
— Mój panie Stachu!... powiedzieć!
— Ja? co za niegodziwe dziecko! Lituś wie, że ją kocham... ogromnie kocham! Niech Bóg broni... Nikogo na świeciebym tak nie żałował... Będzieszże ty mi cicho nareszcie, ty mucho utrapiona! ty... najmilsze drogie stworzenie!...
A dziewczynka zwróciła ku niemu rozjaśnione oczy:
— Już będę cicho... Dobry pan Stach!
I w chwili, gdy weszła pani Emilia, a on zabierał się do odejścia, spytała jeszcze:
— Ale pan Stach nie gniewa się na mnie?
— Nie, Lituś! — odrzekł Połaniecki.