Bigiel, który nadszedł w tej chwili, ujrzał weselsze twarze i rzekł:
— Widzę po was, że mała nie gorzej.
— Nie, nie! — rzekł Połaniecki — i profesor mówił nam takie poczciwe rzeczy, że tylko go do rany przyłożyć.
— Chwała Bogu! Żona moja dała dziś na mszę, a potem poszła do pani Emilii. Dziś będę jadł z wami, bo mam urlop, i skoro Litce lepiej, to powiem wam drugą wesołą nowinę.
— Co takiego?
— Spotkałem przed chwilą Maszkę, który zresztą zaraz tu przyjdzie, a jak przyjdzie, to mu powinszujcie, bo się żeni.
— Z kim? — spytał Połaniecki.
— Z moją sąsiadką.
— Z panną Krasławską?
— Tak.