— Nie.
— ...Jak ona to przyjęła?
— Bardzo, bardzo płakała.
Oboje umilkli i milczeli dość długo, poczem Marynia rzekła:
— Pójdę zobaczyć, co się z nią dzieje.
Po chwili wróciła:
— Śpi — rzekła. — Chwała Bogu!
Jakoż Połaniecki nie widział tego wieczora pani Emilii, która zapadła jakby w letargiczny sen. Przy pożegnaniu Marynia znów uścisnęła długo i silnie jego rękę i niemal z pokorą spytała:
— Pan mi nie ma za złe tego, że ja powtórzyłam Emilce ostatnie życzenie Litki?
— W takich chwilach — odpowiedział Połaniecki — nie umiem myśleć o sobie. Mnie chodzi tylko o panią Emilię i jeśli słowa pani sprawiły jej ulgę, to pani za nie dziękuję.