— Ta łatwość — rzekła — z jaką pan temi iskrami sypie... c’est inoui! Jak dziś zdrowie pana?

— W tej chwili czuję się zdrów i młody.

— A Marynia?

— Była na rannej mszy. Czekamy państwa o piątej. Moja mała gosposia łamie sobie tam główkę nad podwieczorkiem. Śliczny dzień...

— Więc przyjedziemy, jeśli moja newralgia mi pozwoli... i jeśli pan mąż pozwoli.

— Sąsiedzie? jakże? — spytał pan Pławicki.

— Zawsze chętnie, owszem! — odpowiedział zgnębionym głosem sąsiad.

— Zatem, au revoir!

Au revoir! odpowiedziała pani.

I, zwróciwszy się do Połanieckiego, wyciągnęła do niego rękę: