— Uznajesz, że ten błazen dopuścił się względem mnie czegoś niesłychanego?
— Uznaję.
— Rozumiesz, jakie skutki ta awantura dla mnie pociągnie?
— Tego nie można wiedzieć.
— To ja wiem — i powiem ci tylko tyle: te panie żałują w duszy, że się związały i skorzystają z lada pozoru, który je osłoni przed światem. To jest pewne. Jestem zgubiony, niemal bez ratunku.
— Do licha!
— Rozumiesz teraz, że to, co mnie nurtuje, musi się na kimś skupić — i że Gątowski musi mi w taki lub owaki sposób za krzywdę zapłacić.
Połaniecki ruszył ramionami.
— Nie rozczulam się i ja nad nim. Niech tak będzie.
— Kresowski przyjdzie po ciebie jutro o dziewiątej.