— Ja się tem tylko martwię. To były pieniądze użyte tak poczciwie! Nie godzi się zmieniać woli zmarłych, nie godzi się odejmować chleba biednym, albo szkołom. Synowiec pani Płoszowskiej zastrzelił się: może jej chodziło o ratunek duszy jego, o przejednanie bożego miłosierdzia. To się nie godzi!... Powinno się inaczej myśleć i inaczej czuć!...
I aż zapłoniła się nieco, a Połaniecki rzekł:
— A jaka rezolutna!
Lecz ona wysunęła naprzód swoje nieco za szerokie usta z wyrazem zadąsanego dziecka, i poczęła powtarzać:
— No, Stachu, powiedz, że ja mam słuszność, powiedz, że ja mam słuszność!! Tyś to powinien powiedzieć!
— Bez wątpienia — rzekł Połaniecki — ale Maszko może sprawę wygrać.
— Życzę mu, żeby przegrał — odpowiedziała.
Połaniecki zaś powtórzył:
— A jaka rezolutna!
— I jaka poczciwa, jaka szlachetna natura — pomyślał Zawiłowski, nadając zarazem w swym plastycznym umyśle pojęciom o dobroci i szlachetności kształt kobiety o ciemnych włosach, niebieskich oczach, wysmukłej postawie i ustach nieco za szerokich.