— Ach, szczerość! to i w sztuce i w życiu — jedyna rzecz!
Lecz pani Połaniecka poczęła bronić tamtych pań. Ludzie, a zwłaszcza panowie, są często niesprawiedliwi i własne posądzenia, a nawet przypuszczenia, biorą za rzeczywistość. Co do pani Osnowskiej i panny Castelli, jak można je podejrzewać za drugiem widzeniem? Są wesołe, dobre, uprzejme, i z czegóż miałaby płynąć ta uprzejmość, jeśli nie ze szczerego serca.
Poczem, zwróciwszy się do Zawiłowskiego, poczęła się z nim przekomarzać, trochę żartami, trochę naprawdę:
— A pan nie ma takiej poczciwej natury, jak mówi pani Bigielowa, bo te panie pana chwalą, a pan je obmawia!...
Lecz Połaniecki przerwał jej ze zwykłą sobie żywością:
— Ach, ty jesteś także naiwna i wszystkich mierzysz własną miarą. Wiedzże o tem, że zdawkowa dobroć i uprzejmość mogą płynąć także z egoizmu, który chce, żeby mu wesoło było i spokojnie.
Poczem rzekł do Zawiłowskiego:
— Jeśli pan tak uwielbia szczerość — to ot! tu siedzi! — masz pan prawdziwy typ!
— Wiem! wiem! — rzekł z zapałem Zawiłowski.
— A chciałbyś, żeby było inaczej? — pytała, śmiejąc się, Marynia.