— Taki jestem szczęśliwy, że będę mógł tu codzień przychodzić... Czy tylko naprawdę nie zajmę pani czasu?
— Owszem, zajmie pan — odpowiedziała, patrząc mu w oczy — ale zajmie pan tak, jak nikt inny zająćby nie potrafił. Ja naprawdę bałam się tylko naprzykrzać — bo ja się pana boję.
Teraz on zajrzał jej w głąb źrenic i odpowiedział z naciskiem:
— Niech się mnie pani nie boi.
Panna Lineta spuściła powieki i nastała chwila dość kłopotliwego milczenia; potem panienka spytała trochę przyciszonym głosem:
— Czemu pan tak długo nie przychodził?
On miał na języku odpowiedź: „To ja się boję,” ale nie śmiał posunąć się tak daleko, więc odpowiedział:
— Pisałem.
— Wiersz?
— Tak, pod tytułem: Pajęczyna! Jutro go przyniosę. Pamięta pani, co pani powiedziała, kiedym panią poznał? że chciałaby pani być pajęczyną. Jam to zapamiętał i od tej pory ciągle widziałem obraz takiej śnieżnej nitki, która buja po powietrzu.